poniedziałek, 20 maja 2013

Dzień 14: powrócona znad morskich pieni

 

  To już wynika, iż walczę dwa tygodnie i jak na razie spektakularnych spadków nie widać. Najgorsze jest to, że ostatni weekend spędziłam z dziećmi i rodzicami nad morzem. Czemu to jest najgorsze? Ano spieszę donieść, iż moi rodzice rozliczali mnie z każdej zjedzonej rzeczy, oczywiście nie finansowo ale wg nich za mało jem. Codziennie zaglądali mi w talerz i czekali aż zjem, ciągle słyszałam jak to mizernie jadam, i że od tego jedzenia nijakiego szlag mi trafi włosy, zęby, cerę itp. Tylko według mych rodziców jedzenie normalnie i zdrowo to żadne jedzenie. Nie szło przetłumaczyć, iż nie jestem głodna, że wolę zjeść kawałek ryby a nie cały kopiasty talerz, no traktowali mnie jak małe dziecko, które może zagłodzić się na śmierć. Jeszcze żeby to miało coś krzty prawdy ale nie ma, nosz zjadam te 1500-1800 kcal kurka wodna a oni by chcieli abym pochłaniała chyba z pięć razy tyle.


  W każdym razie zaplanowany wypoczynek nie bardzo się udał. Z jednej strony marudzący najmłodszy syn a z drugiej tacy sami rodzice. Wróciłam zmęczona, z bólem głowy i żołądka oraz przejedzona rybami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy