Dzień 8: chyba mam tak zwany "zjazd energetyczny"
Witam Was kochani, dziś niewiele mam do napisania. Od kilku dni męczy mnie brak energii do czegokolwiek, jestem cały czas zmęczona, senna czyli tzw "przymulona". Waga stoi sobie jak stała, no ale nie od razu Rzym zbudowano i czekam aż ruszy bo ona jest ostatnimi czasy strasznie złośliwa i wystawia mą cierpliwość na próby. Za to wczoraj dla poprawy humoru wybrałam się zrobić sobie pazurki, choć tyle dla samej siebie oprócz ćwiczeń mogę sobie zagwarantować w miesiącu. Humor co prawda się poprawił aż do dzisiejszego ranka kiedy to ponownie nie mogłam oderwać głowy od poduszki o szóstej nad ranem, wypiłam kawę i nic a tu jeszcze syn z podręcznikiem czekał aby do sprawdzianu go odpytać po raz n-ty w ostatnim tygodniu. Na dziś zaplanowany mam skalpel Chodakowskiej, myślę, że i szybciej się za niego zabiorę tym lepiej, chcę mieć to już za sobą. Zdecydowanie nie jest to dzień na ćwiczenia lecz bez nich czułabym się jeszcze gorzej a tego na pewno nie chcę.
Żywieniowo odpadam, nic mi nie smakuje ostatnio, wczoraj zrobiłam sałatkę z pomidora, ogórka, natki, wędzonego kurczaka i przypraw i nie mogłam zmęczyć, stawało mi w gardle. W ogóle od jakiegoś pół roku mięsa nie są moja ulubioną formą jedzenia, odrzuca mnie na myśl o nich i efekt jest taki, że jak mam je zjeść to na samą myśl mi się w gardle zbiera. Także dziś chyba zrobię mała alternatywę i zakupię kotlety sojowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz